

Bajka w nowym roku
Nowy rok 2012 starzeje się z każdym dniem, pora zatem najwyższa, aby napisać kilka słów o planach Bajki na najbliższe miesiące. Sporo już wiemy – niektóre sprawy dogadujemy. Wszystko po to, aby zapewnić Państwu kontakt z dobrym, artystycznym kinem i ciekawymi ludźmi filmu.
Służymy konkretami. Klub Filmowy „Miś” jak do tej pory stawia na polskich artystów kina. Wiadomo, że gośćmi klubu będą m.in. Artur Reinhardt, znakomity operator, autor zdjęć do filmu „Jutro będzie lepiej”. Po nim do Lublina zawita Arkadiusz Wojnarowski, producent polsko-rumuńskiego filmu „Droga na drugą stronę”. Kolejni goście przyjadą pod koniec lutego wraz z kontrowersyjnym filmem „Z miłości”. I tak będzie aż do maja, do ostatniego seansu „Misia” przed wakacyjną przerwą.
To nie wszystko. Już dziś serdecznie zapraszamy do Bajki 6 lutego na pokaz filmu „Róża” z udziałem lubelskiego aktora Jerzego Rogalskiego. Mistrz z teatru Osterwy występuje we wszystkich filmach Wojciecha Smarzowskiego, należąc tym samym do grona stałych współpracowników tego wybitnego reżysera. Będzie okazja do rozmowy o samym filmie i twórczości Smarzowskiego, który wyrósł na znaczącą postać polskiego kina.
Pora na imprezy. Na początku lutego zapraszamy do udziału w replice festiwalu Nowe Horyzonty, zaś wiosną na przegląd kina hiszpańskiego. Myślimy też o własnym festiwalu (pomysł mamy całkiem dobry), ale najpierw o tych planach dowiedzą się władze Lublina, bowiem sami nie jesteśmy w stanie udźwignąć finansowo takiej imprezy. Jesteśmy kinem prywatnym, jednosalowym, co wymusza na nas reżim finansowy. Im więcej przyjdzie do Bajki widzów, tym bardziej będziemy mogli sobie pozwolić na rozmach w zapraszaniu artystów i organizacji fajnych przeglądów. Miłośnicy dobrego kina, łączcie się! Najlepiej i jak najczęściej w Bajce.
Stanisław Krusiński
13 stycznia 2012
Mikołaj w Bajce
15 grudnia zawitał do Bajki – dosłownie i w przenośni – Mikołaj. Dosłownie, albowiem przed seansem filmu „Lapońska odyseja” pokazywanego w Klubie Filmowym „Miś” rozdawał widzom słodkości; w przenośni, gdyż akcja wspomnianego filmu toczy się w Laponii, gdzie jak powszechnie wiadomo, Mikołaj ma swoją siedzibę.
Zabawa przed i podczas seansu była zatem udana – podobnie zresztą jak dwa pierwsze miesiące działalności klubu „Miś”. Może te słowa zabrzmiały nieskromnie, ale ich podstawą są głównie pozytywne głosy widzów, którzy coraz liczniej stawiają się w czwartkowy wieczór w Bajce. Odżyli dawni członkowie „Redaktorka”, pojawili się młodzi ludzie spragnieni kina wykraczającego poza repertuar multipleksu.
Nowy rok rodzi zawsze nowe nadzieje i plany – także „Misia”. Te ostatnie są proste – artystyczne filmy pokazywane z udziałem twórców i krytyków. Na to potrzebne są pieniądze i tu wkracza nadzieja oparta na wierze, iż w Lublinie są nie tylko ludzie chętni do oglądania dobrych filmów, ale i do pomocy. Myślimy tu o władzach miasta aspirującego niedawno do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. W lubelskiej aplikacji o działaniach miasta w strefie filmu było tyle, co kot napłakał - w nowym roku pora na nowe rozdanie kart.
Bajkowych świąt! Bajkowych dni w 2012 roku – szczególnie tych czwartkowych, kiedy to spotykamy się na seansach „Misia”.
Stanisław Krusiński
14 grudnia 2011
Czwartkowy pokaz komedii „Nie ten człowiek” zakończył się w sposób tragikomiczny. Przez ostatnie 10 minut widzowie oglądali zdeformowane obrazy, praktycznie bez dźwięku. Okazało się, że dostaliśmy od dystrybutora wadliwą kopię. Ratunkiem w tej sytuacji okazał się obecny na seansie twórca tego filmu Paweł Wendorff, który po prostu opowiedział widzom koniec filmu! Publiczność przyjęła ten niecodzienny sposób prezentacji ze zrozumieniem, ba, niektórzy snuli własne, jakże twórcze wizje zakończenia.
Przypomniały mi się w tym momencie dawne lata, kiedy to jeszcze w Lublinie istniało kino Grunwald w Domu Żołnierza. Sprzęt w tym kinie często szwankował, toteż pani bileterka postanowiła w ramach rekompensaty opowiadać widzom to, czego nie zobaczyli na ekranie. Robiła to z niesamowitym talentem i fantazją – nie słyszałem o żadnej reklamacji…
Dziś mamy aparaty cyfrowe, Blu-ray i inne wynalazki, które jednak też potrafią zawieść. Na szczęście nie zawodzą ludzie rozkochani w filmie. Pewnie dlatego jego magia skutecznie trwa już od 116 lat.
Stanisław Krusiński
25 listopada 2011
Bajka po polsku
Święto Niepodległości za nami. Różnie je obchodziliśmy. Jedni tradycyjnie wzięli udział w uroczystych capstrzykach; drudzy bezmyślnie bili się z policją na ulicach Warszawy; jeszcze inni wybrali kulturę i pójście chociażby do kina. Bajka tym ostatnim sprawiła prawdziwą niespodziankę grając podczas tego długiego weekendu wyłącznie polskie tytuły – w sumie aż 5! Była wielka historia w obrazie „Bitwy Warszawskiej” Jerzego Hoffmana i wysublimowany humor obyczajowy w dziele Marka Koterskiego „Baby są jakieś inne”. Swój film miały dzieci w postaci „Latającej maszyny” i amatorzy niewybrednego humoru uczestnicząc w „Wyjeździe integracyjnym”. Była też opowieść dla pań w osobie tytułowej „Ki” Leszka Dawida.
Tłumów na seansach może nie było, ale też nie można narzekać na brak frekwencji. Polski film powoli, ale jednak zdobywa sobie coraz więcej zwolenników, którzy szukają w kinie czegoś więcej, niż tylko taniej sensacji i rozrywki. Z całą pewnością ucieszy ich zatem fakt, że już 18 listopada wchodzi na ekran Bajki znakomity dramat współczesny „Wymyk” Grega Zglińskiego z rewelacyjną rolą Roberta Więckiewicza. Szkoda, że ten utalentowany aktor nie może kandydować do Oscara…
Polskich filmów będzie w Bajce już na stałe więcej – chociażby w programie Klubu Filmowego „Miś”. Filmów i przede wszystkim twórców, co z radością komunikujemy. Najbliższe spotkanie uświetni andrzejkowa wizyta Pawła Wendorffa, który 24 listopada przedstawi komedię „Nie ten człowiek”.
Zapraszamy – ekran Bajki stoi otworem!
Stanisław Krusiński
11 listopada 2011
Był „Redaktorek”, będzie „Miś”
Wiadomość o powstaniu klubu filmowego w Bajce sprawiła, iż odezwało się do mnie kilku lubelskich kinomanów, którzy gratulując nam inicjatywy, mówili z nostalgią o DKF „Redaktorek”działającym swego czasu w Domu Nauczyciela. Powróciły wspomnienia…
Założyłem ten DKF zaraz na początku stanu wojennego, aby móc obejrzeć zakazane tytuły, tzw. „półkowniki” przetrzymywane przez cenzurę. Wymyśliłem sobie, że pod szyldem klubu przeznaczonego dla środowiska dziennikarskiego Lublina, uda mi się zdobyć poparcie miejscowego komitetu partii i trafić do odpowiednich ludzi w Warszawie. Zadziałało! Lubelscy towarzysze nieświadomi prawdziwego celu dali stosowne pismo, które otwierało wiele drzwi w stolicy. Z jednej strony partia zakazywała pewnych filmów – z drugiej ta sama partia umożliwiała ich zdobycie…Typowo polski paradoks!
Tym sposobem trafiły do Lublina same ówczesne zakazane rarytasy, m.in. długo leżakujący film Janusza Zaorskiego „Matka Królów”; były też zagraniczne kąski, jak choćby „Salo, czyli 120 dni Sodomy” Pier Paolo Pasoliniego i „Steiner – Żelazny krzyż” Sama Peckinpaha. Długo by wymieniać…
„Redaktorek” zakończył swoją misję pod koniec lat 80-tych ubiegłego wieku. Dziś mamy filmy dosłownie na wyciągnięcie ręki w chwili światowej premiery. To fakt, ale faktem niezbitym jest także potrzeba zbiorowego uczestnictwa w odbiorze dzieła filmowego. Tak naprawdę X Muza żyje tylko w sali kinowej – reszta jest namiastką. Nie wszystkie tytuły trafiają na ekrany kin, toteż chcemy im dać szansę kontaktu z widzem poprzez projekcje w ramach klubu filmowego. Będziemy pokazywać filmy genialne, bardzo dobre, takie sobie i czasami być może złe – zawsze jednak powstałe z potrzeby artystycznego serca, które sprawia, iż kino jest tak wyjątkową sztuką.
Zapraszam! Jestem przekonany, że duch „Redaktorka” powiedzie „Misia” ku wielkim przeżyciom.
Stanisław Krusiński
28 października 2011
Kwiaty dla „Bitwy Warszawskiej”
Widziałem w swoim życiu setki filmów i byłem świadkiem wielu niezwykłych wydarzeń w kinie – jak choćby moje tournee w roli aktora u boku Himilsbacha i Maklakiewicza po ziemi lubuskiej w 1975 roku. Myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy, ale gdzie tam! Oto bowiem przed jednym z seansów filmu „1920 Bitwa Warszawska 3D” pojawił się na widowni wiekowy mężczyzna w mundurze wojskowym z epoki i wyraźnie wzruszony złożył przed ekranem wiązankę biało-czerwonych kwiatów.
Po projekcji emocje były jeszcze większe – sędziwy wojak, który chce zachować anonimowość, odebrał film Jerzego Hoffmana jako bardzo wierny obraz tamtych dni i atmosfery społecznej, która towarzyszyła wojnie polsko-bolszewickiej. Szczególnie mocne wrażenie wywarła na nim scena śmierci księdza Skorupki, który podrywając polskich żołnierzy do walki, sam ginie od sowieckiej kuli.
A w ogóle to widzowie filmu Hoffmana, często w sile wieku i dawno nie goszczący w kinie, są naprawdę urzekający. Jak choćby pewna sędziwa pani, która w odpowiedzi na propozycję założenia okularów 3D rzekła z rozbrajającą szczerością: – Ale ja jeszcze nie potrzebuję okularów… No cóż, można tylko pogratulować wspaniałego wzroku i życzyć grubo ponad stu lat życia. Z kolei słowa innej starszej pani mogą służyć za najlepszą i zarazem najkrótszą recenzję filmu: – Myślałam na początku, że bilet jest stanowczo za drogi, ale po obejrzeniu wart jest tych pieniędzy!
A skoro jesteśmy przy cenie biletów, to prosimy pamiętać, że Bajka oferuje je po najniższej cenie w Lublinie. W niektórych wypadkach różnica sięga nawet 7 zł – warto się po nie schylić.
Stanisław Krusiński
9 października 2011



